|
O nadawcach
Gdyby ktoś mnie zapytał, komu bardziej wierzysz, dziecko - autorowi kryminałów, czy księdzu, - głupio byłoby mi odpowiedzieć, że temu pierwszemu. Zwłaszcza gdyby rzecz dotyczyła kwestii wartości moralnych i etycznych. Wartości ludzkiego życia na przykład...
Jak wiadomo osoba lub charakter nadawcy komunikatu w dużym stopniu determinuje odbiór zawartych w nim treści. McLuhanowskie "medium is the message" można tu rozszerzyć nie tylko na środek komunikowania poprzez który transmitowany jest dany przekaz ale również na jego formę, w tym na to, kto go formułuje, spod czyjego pióra lub z czyich ust dociera dana myśl czy opinia do odbiorcy.
Dobrym przykładem jest doświadczenie, w którym eksperymentator polecał badanym aplikować elektrowstrząsy osobom udzielającym nieprawidłowej odpowiedzi na pewne pytania (Milgram, 1974).
Przy każdej kolejnej złej odpowiedzi eksperymentator zachęcał do zwiększenia napięcia. Badani zwerbowani zostali spośród przedstawicieli wolnych zawodów, robotników, urzędników i przedsiębiorców. Ponad 62% z nich, ulegając autorytetowi eksperymentatora, aplikowało mylnie odpowiadającym osobom impulsy do końca eksperymentu, czyli do 180 volt, mimo że "ofiara" wiła się i krzyczała z bólu! Cóż tacy jesteśmy...
Dlatego szczególnie w przypadku komunikatów dotyczących wartości, czy moralnej oceny pewnych zjawisk rola nadawcy, jako autorytetu lub nie, staje się bardzo istotna. Doskonale wiedzą o tym twórcy reklamy społecznej - ten sam komunikat podpisany przez firmę ubezpieczeniową będzie odczytywany przez respondentów zupełnie odmiennie niż kiedy znajdzie się pod nim logo Policji i jeszcze inaczej, gdy sygnuje go organizacja pozarządowa.
To jasne, że pewne zawody czy tytuły będą w oczach odbiorcy czynnikiem dodającym wiarygodność osobie wypowiadającej się na określone tematy, podczas gdy mówiąc o czymś innym nadawca komunikatu nie otrzymałby zapewne tak dużego kredytu zaufania, czy nawet uwagi. Nakłada to na przedstawicieli tych zawodów lub właścicieli tych tytułów rodzaj zobowiązania.
Lekarz musi zdawać sobie sprawę z tego, że rozważając konieczność przeprowadzenia dajmy na to amputacji dłoni, traktowany jest przez swego odbiorcę zgoła odmiennie niż snująca te same dywagacje fryzjerka. Zwłaszcza jeśli odbiorcą jest jego pacjent.
Nie oznacza to, że fryzjer nie ma prawa wypowiadać się na temat amputacji dłoni, ani tym bardziej, że lekarzowi nie wolno mieć na ten temat osobistej opinii. Oznacza to jedynie, że wypowiadając się, powinien pamiętać, że jego funkcja nadaje transmitowanemu przezeń komunikatowi specjalny status w opinii odbiorcy.
Ta zasada odpowiedzialności dotyczy szczególnie tych osób, które zajmują się dziedzinami "miękkimi", gdzie do głosu dochodzą tak niewymierne i niesprawdzalne czynniki jak wiara, gust, zaufanie, czy wartości moralne. Bywa bowiem że z czasem dowiadujemy się o słuszności (lub jej braku) opinii lekarza, ale z takim na przykład księdzem i jego opiniami rzecz ma się gorzej...
Ksiądz wypowiadając się jako ksiądz, czyli na przykład sygnując napisany przez siebie tekst nie tylko imieniem i nazwiskiem ale również literami "ks" poprzedzającymi imię i nazwisko, mówi, zwłaszcza do wyznawców swojej religii, nie tylko jako myśliciel i uczony ale również jako duszpasterz. Nie wypowiada jedynie swojej prywatnej opinii, gdyż odbierany jest jako strażnik pewnych wartości. W kościele katolickim ksiądz jest przecież kapłanem, odprawia sakramenty, stanowi rodzaj pośrednika pomiędzy wiernymi a Bogiem.
Kiedy więc ksiądz Marek Łuczak (GW, Świąteczna, 1-2.03.2003) boleje w swoim tekście: " Niestety wojna jest obciążona bagażem złych skojarzeń", podpisawszy się jako ksiądz, nie boleje jedynie jako doktor nauk społecznych Marek Łuczak lub pan Marek Łuczak, ale jako osoba, która ma prawo na przykład przyjąć moją spowiedź, albo udzielić mojemu dziecku chrztu. Tenże ksiądz prowadzi przez całą dużą stronę GW dywagacje na temat proporcji pomiędzy stratami w ludziach powodowanymi przez sankcje nałożone na Irak (przy czym powołuje się na informacje ambasadora Iraku przy Watykanie, co nie wydaje się być najbardziej wiarygodnym źródłem)
|
a ewentualnymi ofiarami wojny, którą sam chciałby nazwać "wojną prewencyjną" i wprowadzić do "słownika katolickiej nauki społecznej", bo "doktryna Kościoła katolickiego związana z wojną powstawała w czasach, kiedy niebezpieczeństwo terroryzmu nie było tak duże jak obecnie".
Proszę księdza, nie wiem jak "słownik katolickiej nauki społecznej", ale sama wiara nie jest koszykówką, którą można zaadaptować do potrzeb transmisji telewizyjnej, jeśli zajdzie taka konieczność, bo widzowie zaczną zmieniać kanały, jeśli długo nie będzie kosza.
Wiara nie ma być pragmatycznie dostosowana pod każdym względem do potrzeb współczesności. A szczególnie nie wolno jej być elastyczną w jednym, a zatwardziałą w drugim jej aspekcie. Rozumiem, i cieszę się z tego, że ksiądz popiera również prewencyjną eutanazję oraz prewencyjną aborcję, czy tak? Pewnie nie, ale zapytać warto..
Ksiądz Marek Łuczak pisze też "...świat bulwersuje się jedynie na myśl o działaniach wojennych, które - jak zapewniają Amerykanie - byłyby w minimalnym stopniu dotkliwe dla ludności cywilnej".
Nie dziwi mnie, że tak zapewnia rząd amerykański ( a nie Amerykanie), bo taka jego rola - żeby dostać ropę, trzeba przeprowadzić tę wojnę - to proste. Oburza mnie natomiast, że ksiądz powołuje się na tę stronniczą i bałamutną opinię, znów nie patrząc na źródło, i że zamiast bronić nadrzędnej wartości ludzkiego życia sam wdaje się w pokrętną demagogię zapewniając o minimalnie dotkliwych skutkach działań wojennych.
W żadnej "precyzyjnie zaplanowanej" amerykańskiej lub natowskiej interwencji XX wieku nie udało się uniknąć ofiar w ludziach. Zarówno podczas operacji Pustynna Burza, jak i podczas bombardowania Jugosławii ginęli cywile. Nie tylko niewinni ale i bezbronni wobec niewidzialnych samolotów. Dzisiejsze wojny są inne niż wojny naszych dziadków. W dzisiejszych wojnach nie ma wroga, z którym można się zmierzyć, zetrzeć. Wygrywa ten kto się nie odwróci tyłem. To są wojny snajperów i niewidzialnych myśliwców.
Moi przyjaciele z Belgradu mówią, że F16 najpierw się czuje. Nie widzi, nie słyszy, tylko czuje. Czuje się dziwny, zwierzęcy niepokój i strach. Na takie uczucie nasze babcie mówiły, że ściska w dołku. Dopiero po jakimś czasie słyszy się dźwięk, ale nie wiadomo skąd. Idzie się więc ulicą, czuje ten niemal fizjologiczny lęk i nie wiadomo, jak się zachować, gdzie uciekać, z której strony nadejdzie pocisk. F16 to jest taka moc, że nie słychać go tak jak samolotu pasażerskiego, liniowo, dźwięk myśliwca tworzy sferę huku, gdzie niemożliwe jest zidentyfikowanie jego kierunku ani zlokalizowanie źródła. A najgorzej jest być wtedy na moście, bo to jest jak wyrok śmierci.
I wie ksiądz, ja im wierzę. Bardziej im wierzę niż amerykańskim dyplomatom i niż księdzu, bo ani ksiądz ani nawet pan Rumsfeld tego nie przeżyli, mimo że ze swadą zapewniają o nieszkodliwości wojny.
Niestety bardziej też przekonuje mnie taki John Le Carre - autor powieści szpiegowskich i były pracownik MI6 - który w Der Spiegel (za Forum 3.02-9.02.2003) twierdzi: "Obecnie traktowane jest to jako tajemnica państwowa, ale podczas Pustynnej Burzy życie straciło dwa razy więcej Irakijczyków niż Amerykanów podczas całej wojny wietnamskiej".
John Le Carre ma tę przewagę, że mówi moim językiem. Również zastanawia go jak udało się administracji Busha "odwrócić gniew Ameryki od Osamy ben Ladena i skierować go w stronę Saddama Husajna".
Mnie też się zdaje, że "to jeden z wielkich historycznych tricków branży public relations"...
Autor kryminałów pisze jeszcze: "najobrzydliwszym aspektem tej surrealistycznej, zapowiedzianej wojny jest chyba towarzyszące jej zadęcie religijne".
Lubię książki Le Carrego. Ale żal mi, że doczekałam chwili, kiedy to on wydaje mi się bardziej moralny, ludzki i rozsądny niż ksiądz.
Panie Marku Łuczaku, jak mawiał Voltaire, oddałabym życie, aby mógł Pan wypowiadać swoje opinie, mimo że absolutnie się z nimi nie zgadzam, ale cytując innego znanego Francuza, obawiam się, że jako ksiądz "stracił Pan okazję aby trzymać język za zębami".
Agata Stafiej Fundacja Komunikacji Społecznej
|