![]() |
![]() |
||||
|
| |||||
|
Fundacja - Merry Ferry Wiadomości - najnowsze wydarzenia z dziedziny reklamy społecznej i marketingu społecznego z kraju i ze świata Forum - Pomarańczowa rewolucja cz. 3 |
![]() fot. Olga Figurska | ||||
|
Merry Ferry Komisja ekspertów programu Partnerstwo Inicjatyw Społecznych oraz Fundacja im. Stefana Batorego i Fundacja im. Roberta Boscha podjęły decyzję o przyznaniu Fundacji Komunikacji Społecznej dotacji w wysokości 10 000 euro na projekt Merry Ferry, przygotowany wspólnie z partnerami: AIDS Zentrum Rostock e.V. z Niemiec oraz Soprotiwlienije i Klub Dielowych Żenścin z Rosji. Przypomnijmy, że celem projektu jest przeprowadzenie polsko-rosyjsko-niemieckiej kampanii informacyjno-prewencyjnej HIV/AIDS. Zadaniem jej jest integracja społeczności lokalnych - organizacji pozarządowych, mediów, biznesu przy silnym udziale młodzieży, która ma zrozumieć że problem HIV/AIDS dotyczy wszystkich środowisk z danego regionu, zaś najlepszym sposobem na jego rozwiązanie jest podjęcie wspólnych działań informacyjno-prewencyjnych. Kampania skierowana będzie do osób podróżujących promami w obrębie Bałtyku, obejmie jedną z bardziej mobilnych grup społecznych, która z powodu swej ruchliwości jest niezwykle istotna w kontekście rozprzestrzeniania się HIV/AIDS w regionie. Kontakty nawiązane pomiędzy lokalnymi dziennikarzami, biznesmenami, organizacjami pozarządowymi i środowiskami młodzieżowymi będą sprzyjały ich integracji i podjęciu w przyszłości wspólnych wysiłków dotyczących zwalczania lokalnych problemów społecznych. Kampania poprzedzona zostanie konferencjami prasowymi, które odbędą się jednocześnie w Kaliningradzie, Elblągu i Rostocku gdzie zostaną przedstawieni zwycięzcy konkursu na przeprowadzenie sondy ulicznej na temat prewencji HIV/AIDS. Konkurs skierowany będzie do uczniów i studentów polskich, rosyjskich i niemieckich placówek edukacyjnych. Nagrodą dla zwycięzców będzie 2-tygodniowy pobyt w Polsce, podczas którego odbędą szkolenie z zakresu opracowania i realizacji kampanii społecznych. (ARS) Więcej na www.fks.dobrestrony.pl
| |||||
|
POLSKA Popatrz w chmury, zostaw mury
Nagrodę główną II edycji konkursu Galerii Plakatu AMS zorganizowanego pod hasłem "Popatrz w chmury, zostaw mury!" otrzymała studentka gdańskiej ASP Małgorzata Medowska za pracę "Moje miasto" Wyróżnienia otrzymali: Maciej Burda (Poznań) za pracę "Nie bądź... kolego" Ewa Grajek (Bielsko-Biała) za pracę "United colours of beton" Katarzyna Osipowicz (Warszawa) za pracę "Jesteśmy tacy, jak to co nas otacza" Jerzy Skakun (Sopot) za pracę "Homo wandalus" Agnieszka Siwczyk (Bielsko-Biała) za pracę "Marianie! Nie bazgraj po ścianie" Tematem drugiej edycji konkursu był problem degradacji estetyki przestrzeni publicznej, problem wandalizmu i brak poszanowania dla otoczenia, w którym żyjemy. Zadaniem uczestników było zaprojektowanie oryginalnego plakatu wskazującego na powszechną obojętność dla otaczającej nas ze wszystkich stron brzydoty, wzywającego do powstrzymania wandalizmu wynikającego z bezmyślności i głupoty. Konkurs miał charakter otwarty. Wzięli w nim także udział studenci pracowni projektowania graficznego i pracowni plakatu ASP z Gdańska, Katowic, Krakowa, Poznania, Szczecina, Warszawy i Wrocławia, którzy przygotowywali projekty plakatów pod opieką nauczycieli. (ARS) Więcej na www.ams.com.pl
Szukam domu
Z myślą o tysiącach osieroconych i osamotnionych dzieci w Polsce niebawem ruszy jedenasta edycja kampanii społecznej "Szukam domu". Dotychczas udało się dzięki tej akcji rozbudzić u wielu ludzi zainteresowanie losem osieroconych dzieci i umieścić w rodzinnych domach opieki ponad 1500 dzieci. Celem akcji jest propagowanie idei rodzicielstwa zastępczego oraz znalezienie odpowiednich kandydatów na rodziców zastępczych. Organizatorzy chcą podnieść społeczną świadomość uwrażliwić na los pokrzywdzonych i osadzonych w domach dziecka dzieci. Pomysłodawcą akcji jest Ośrodek Adopcyjno - Opiekuńczy w Bielsku - Białej. (ARS) Więcej na: www.misjanadziei.org.pl
Permanentna karta
Grupa Twożywo na gorący okres świąteczno-noworocznych zakupów przygotowała specjalną, pernamentną kartę religijno-promocyjną. Ich zdaniem ta karta gwarantuje właścicielowi przychylność sił rządzących rynkiem i zwalnia go jednocześnie od odpowiedzialności za podejmowane decyzje. "Chciałbyś wciąż kupować i cieszyć się korzyściami?
To realny przedmiot. Ma on wartość rynkową i metafizyczną. To wizerunek Marii Materii w formie karty kredytowej. Kredytem jest zaufanie, jakie pokładane jest w jej moc. Permanentna, personalizowana karta religijno-promocyjna gwarantuje posiadaczowi sprzyjanie sił rządzących rynkiem, zwalniając go jednocześnie od palącej niepotrzebnej odpowiedzialności za własne istnienie. Teraz każdy może także wejść w posiadanie koszulki, bluzy, torby lub kubka z objawieniem marii materii. Wystarczy skorzystać z usług internetowego sklepu z t-shirtami butik.pl lub warszawskiego tiszerta, sklepu w bibliotece uniwersyteckiej. Twożywo radzi nam nie wyrzekać się naszej mamy. "Materia jest naszą matką, o której nawet przez sekundę nie możemy zapomnieć. Jesteśmy przede wszystkim materialistami i już czas się przestać tego wstydzić. Wszyscy wychwalamy nasze mamy". (ARS) Wszystkich zainteresowanych i zdezorientowanych zapraszamy na: www.twozywo.org.pl ŚWIAT Miłość. Lekarstwo na narkotyki
"Love. The Anti-Drug" pod takim tytułem w telewizji, radiu, prasie i na bilbordach 6 grudnia br. ruszyła w Stanach Zjednoczonych kampania społeczna skierowana do rodziców uczniów szkół średnich, czarnej i latynoskiej mniejszości zorganizowana przez The Office of National Drug Control Policy's (ONDCP), National Youth Anti-Drug Media Campaign, National Medical Association, National PTA i National AfterSchool Association. Ma ona pomóc w nawiązaniu skutecznej komunikacji pomiędzy rodzicami i dziećmi i ustrzec te rodziny przed niebezpieczeństwami, jakie niesie za sobą zażywanie narkotyków przez młodzież. Chodzi tu nie tylko o rozmowę czy zwykłe przebywanie razem. Istotną rolę odgrywa również to co amerykański nastolatek robi w tzw. czasie wolnym, po szkole. Godziny między 15 a 18 to najbardziej niebezpieczny czas dla takiego młodego człowieka. Według danych National Survey on Drug Use and Healthz z 2003 roku, 17,8% czarnej i latynoskiej młodzieży w wieku między 12 a 17 lat, ma za sobą przygodę z zażywaniem marihuany. Z tej liczby, dla 72% jest to początek dalszych eksperymentów z narkotykami. Szkoła nie może rozwiązać za rodziców wszystkich problemów jakie mają ze swoimi latoroślami. Dlatego też, według organizatorów akcji, umiejętność nawiązania skutecznych relacji miedzy rodzicami a dziećmi, zwłaszcza wśród tych dwóch społeczności odgrywa niebagatelną rolę w podjęciu przez te młode osoby decyzji o tym czy brać czy też nie narkotyki. Kiedy taka więź istnieje, niebezpieczeństwo wzięcia przez takiego nastolatka narkotyków znacznie spada. (ARS) Więcej na: www.mediacampaign.org
| |||||
|
Pomarańczowa rewolucja. Część trzecia. Niedziela, 28 listopada 2004, dom Siergieja, rano Budzę się. Woskressienje, znaczy niedziela. W domu Siergieja mówi się po rosyjsku, ale on sam i jego rodzina czują się Ukraińcami. Wstaję dosyć wcześnie, śniadanko, żona Siergieja jak zwykle mnie przekarmia. Dziś chcę pojechać w miejsce, w którym nocują Polacy. Kiedy w końcu docieram i pytam się o Polaków okazuje się, że pojechali do Żytomierza z pomarańczowymi na manifę. Facet ze sztabu każe mi jednak poczekać, daje mi telefon do Janka, szefa polskiego korpusu rewolucyjnego w Kijowie oraz wskazuje na dwóch facetów pod drzwiami, że oni się tu już kręcą od pewnego czasu i chyba sami są Polakami. Podchodzę i po ukraińsku pytam czy nie widzieli jakichś Polaków, naradzają się między sobą po polsku, więc od razu uderzam w naszym ojczystym języku. Okazują się, że są z Polsatu, zaś reporter mówi, że z nieba im spadłem, bo chcieli zrobić wywiad z Polakiem, a wszyscy Polacy pojechali do Żytomierza. Reporter pyta mnie o parę banalnych spraw, dlaczego jestem na Ukrainie, jakie są według mnie stosunki polsko- ukraińskie, co się zmieniło, jak mnie przyjęto, jako Polaka.. itd. Potem robimy przebitki, przechadzam się wzdłuż miejsca noclegu Polaków i Ukraińców, dziesiątki materaców w ponumerowanych rzędach, równiutko, każdy z przypisanym miejscem, osobny punkt do wydawania chleba, herbaty, jestem pod wrażeniem, niech ktoś mi teraz powie, że Ukraińcy to niezorganizowani bałaganiarze czy pijacy. Mam zamiar iść pod pałac prezydencki, w końcu tam stoi specnaz, muszę to zobaczyć przed wyjazdem. Przy samym pałacu ścisk niemożebny. Cholera, nie przepuszczają ludzi. Przed specnazem stoi podwójny kordon pomarańczowych, co by nie prowokatorzy się nie przecisnęli. Przez tłum trudno mi to będzie sfotografować, od czego jednak mam legitymację prasową. Pokazuję ją aktywiście "Pory" i jak za dotknięciem magicznej różdżki kordon się otwiera... Fajnie jest być "dziennikarzem". Obfotografowuje specnaz swoją idioten- kamera. Tak wyekwipowany dziennikarz może wzbudzać konfuzję, ale nie widzę żeby ktoś był zdziwiony kiepskością mojego sprzętu. Jacyś młodzi ludzie widzą mój polski znaczek, dopytują się czy jestem z Polski, potwierdzam. Zaczyna się rozmowa, młodzi wyglądają trochę proletariacko, są lekko podpici, mówią, że wcześniej głosowali za Janukowyczem, ale teraz widza co to był za typ. Gdybym ich spotkał parę dni temu może bym spękał, teraz jednak nie czuję żadnego strachu. Pomarańczowych znaczków nie mają, zastanawiam się czy nie są byłymi biało- niebieskimi, ale w gruncie rzeczy troszkę mi to wisi. W końcu i ich zostawiam, trafiam do baru. Spotykam hałaśliwa, pomarańczową ekipę młodych ludzi. Przepijają do mnie, trzeba zareagować. Sadowię się przy ich stoliku. Prym wiedzie młody mężczyzna w kozackiej czapie. Ma pokaźną bliznę pod okiem. Towarzystwo, okazuje się, przyjechało z Włodzimierza Wołyńskiego, próbuję gadać z nimi po ukraińsku, ale naciskają na to żebyśmy rozmawiali po polsku. Ten z blizną mówi o polskiej telewizji, że przez granicę się przebijała i że jak był mały to oglądał pana Tik- Taka. Proszę żeby mi dali parę pomarańczowych gadżetów, mówię, że to mój ostatni dzień w Kijowie i dobrze byłoby przywieźć coś takiego do Warszawy, żeby zaszpanować. Ubierają mnie we wstążeczki i opaski od stóp do głów. Robi się niesamowicie swojsko, ale przypominam sobie o tym, że niedługo odjeżdża mój ostatni bus. Co zrobić- żegnam jedno i drugie towarzystwo. Z przygodami ale trafiam w końcu do domu Siergieja. Oglądamy trochę TV, uzgadniamy jutrzejszy dzień. Siergiej jedzie jutro do pracy, więc podrzuci mnie samochodem na dworzec.
Poniedziałek rano, dom Siergieja Rano śmieją się jak mnie widzą, pytają czy nie boli mnie głowa. Przy okazji dowiaduję się, że kac po rosyjsku to "susznik". Na śniadanie dostaję kawę z wódeczką, z gospodarzem wychylamy mój ostatni kieliszek bimberku tutaj. Sąsiad Siergieja robi nam zdjęcia, fotografuję też jego zwierzęta domowe. W końcu wychodzimy. Żegnam się z Natalią i Bohdankiem. Oprócz mnie i Siergieja w aucie jest jeszcze sąsiad, który ma do załatwienia sprawę w Kijowie. O 14 jesteśmy na dworcu. Żegnam się z nim, mówi, że jakbym nie zdążył na pociąg to mogę do niego wrócić. Zacny to jednak człowiek. Na rozpisce widnieje pociąg do Lwowa o 15.28, który we Lwowie będzie dopiero o siódmej rano dnia następnego. Mocno mi to nie odpowiada, bo w Warszawie muszę być w południe. Nie zdążę. Bezpośredni pociąg do Warszawy wyjechał przed dwoma godzinami, a pociąg do Kowla startuje rano. Sytuacja jest ciężka. Na szczęście okazuje się, że ten do Lwowa jedzie przez Kowel i będzie tam o 2 w nocy. Podróż mija dosyć szybko, drzemię sobie od czasu do czasu. Kuszetka- fajna rzecz.... Jest 1.58 i jestem w Kowlu. Wchodzę na dworzec i staram się znaleźć na rozkładzie jakieś pociągi do Lublina albo Chełma, ale nic takiego nie ma, wszystko jedzie na wschód, w głąb Ukrainy. W poczekalni dużo pasażerów z pomarańczowymi opaskami, wysyłają jakieś dobre fluidy, może dlatego, że ja też taką mam na ręku. Okazuje się, że jest autobus do Lublina o 4:30. Uff... jak dobrze, żeby tylko nie było żadnej gwiazdeczki albo litereczki że nie kursuje 30 listopada, bo zauważam, że i oni i my mamy podobnie pokręcone rozkłady PKS-ów. Wracam na dworzec kolejowy żeby przeczekać, tam jest cieplej. . Na środku dworca palma, zupełnie jak nasza na rondzie de Gaulle'a. W końcu jest, to musi być nasz autobus. Kupuję bilet. Siadam, po paru minutach ruszamy. Jedziemy szybko, jest jeszcze ciemno naokoło. W trakcie podróży ludzie wykręcają wszystko co się da i ładują tam kartony fajek zapakowane w pończochy. Przed granicą robimy postój, kierowca i przemytnicza kompania idą jeszcze kupić ukraiński alkohol. Słyszałem o kilometrowych kolejkach po stronie ukraińskiej, a tu, proszę, w ekspresowym tempie zajeżdżamy na granicę. Ukraiński pogranicznik wydaje się nawet sympatyczny. Nadzwyczaj szybko sprawdza paszporty, oddaję "kartoczkę", całe szczęście, że jej nie zgubiłem. Przejeżdżamy przez most, przekraczamy Bug, no i już polska Służba Graniczna. Biorą paszporty, trzeba wysiąść, bo autobus będzie sprawdzany. Siedzimy w poczekalni jakąś godzinę, w międzyczasie rozwija się między Ukraińcami dyskusja polityczna. To znamienne, że podczas mojego pobytu ludzie, którzy pewnie na codzień nie zajmują się polityką, przejawiali ogromne zainteresowanie sprawami publicznymi. Nie było tu bariery klasy czy wieku, rozmawiali wszyscy- młodzi i starzy, biedni i lepiej sytuowani, mężczyźni i kobiety. Jeden z pasażerów mówi, że te protesty to niepoważna awantura, że trzeba pracować nie protestować, czym wzbudza ożywioną reakcję innych. W końcu wychodzi szydło z wora, facet uważa, że za ZSRR było lepiej. Pada argument o Polsce, wskazują też na mnie, jako Polaka, że powodzi nam się lepiej, bo wzięliśmy sprawy we własne ręce, nie baliśmy się Rosji i obaliliśmy stary system do końca. Dyskusja trwa w najlepsze, nie włączam się za bardzo, choć dyskutować lubię, ale nie znam na tyle ukraińskiego by umieć ubierać w słowa bardziej abstrakcyjne myśli, ani tym bardziej żeby szybko ripostować. Zwolennik starych porządków spotyka się z powszechną dezaprobatą, jednak jest ona wyrażana jedynie werbalnie, przy czym poziom kultury dyskusji jest wyższy niż przy niektórych debatach w polskiej tv. A przecież nie są to intelektualiści a przemytnicy papierosów i robotnicy zapewne nielegalnie dorabiający w Polsce. Celniczka sprawdza mój paszport, pyta się, więc odpowiadam, że byłem w Kijowie, każe sobie trochę poopowiadać, Ukraińcy też widać, że się przysłuchują. Mówi, że jest pełna podziwu dla tego narodu, cóż- ja również. Czekamy jeszcze trochę, w końcu można wsiadać. Mrówy wysiadają już w Chełmie, kierowca budzi mnie w Lublinie, zasnąłem. Jesteśmy planowo, na 8 rano czasu polskiego. Wysiadam i mam "wschodni syndrom", czyli wydaje mi się, że wszyscy zaciągają. Okazuje się, że za 10 minut odjeżdża busik do Warszawy. Czyli będę w południe w Warszawie. Daję bagaże do tyłu, kładę się na tylnych siedzeniach, przede mną wyperfumowane panie i panowie, pewnie jak co dzień jadą do pracy w stolicy. Czuję nad nimi wyższość, jestem zadowolony z siebie, z tego, że byłem tam, gdzie byłem w tym szczególnym okresie, że pojechałem sam, pierwszy raz i sobie poradziłem, że przeżyłem to, czego oni być może nie przeżyją nigdy w życiu. Parę minut po 10 jesteśmy w Warszawie, nie zdejmuję pomarańczowej opaski z rękawa. Michał Migała Sprostowanie W NL nr 67 z 15.12.04 autorem zdjęcia w Spisie Treści jest Oleksiy Petrenko, nie Michał Migała, za pomyłkę przepraszamy. (ARS) | |||||
|
Fundacja
Komunikacji Społecznej 03-905 Warszawa ul.Francuska 34/4 tel./fax (022) 616 12 17 e-mail: fks@dobrestrony.pl |
Grafika:Olga
Figurska Redakcja:Karol Kowalski | ||||
|
Fundacja Komunikacji Społecznej korzysta z dotacji instytucjonalnych Fundacji Charlesa Stewarta Motta. Jeśli nie chcą Państwo otrzymywać Newslettera prosimy o
informację | |||||